środa, 30 grudnia 2015

Srarszawa

W piątek pojechałem do Warszawy i pierwszy raz skorzystałem z tego wynalazku, jakim jest portal blablacar. Jeśli nie wiecie, to chodzi w tym o to, że klikasz sobie gdzie chcesz jechać, znajdujesz kierowcę i płacisz mu połowę tego co za pociąg. Łatwe, wygodne i przyjemne, cnie? Może parę lat temu bym tak pomyślał, ale serio przeżyłem już tyle, że odkryłem, że życie jest skomplikowane. Kierowca reprezentował taki typ człowieka, którego za bardzo nie cenię. Opowiadał, że jego rekordem było puknięcie trzech obcych kobiet w ciągu jednego dnia, ale tylko dwa razy mu się tak udało. I że raz wydał na imprezie 6 tysięcy, ale opłaca się tyle wydawać na imprezę, bo przecież życie jest jedno. Jeden z pasażerów powiedział, że zamówił sobie trzynaście prywatnych tańców w Cocomo, a drugi opowiedział dowcip, że pizza różni się od prostytutki, bo nie musi być z grzybem. Ja kiedyś na imprezie wypiłem samemu dziesięć piw i pół litra wódki, ale to nadal jest 60 złotych Emotikon frown Poza tym miałbym wyrzuty sumienia po wydaniu 6 tysięcy na melanżu, skoro 1,4 miliarda ludzi żyje za mniej niż dolara dziennie. Ciekawe czy jakiś kierowca z Etiopii wkurwia pasażerów w ich kraju i opowiada na przykład: "wydałem na melo 3 dolary, życie jest jedno". Ułatwia mi to też fakt, że nie mam 6 tysięcy. A do dowcipów nie mam pamięci, szczególnie tak dobrych, więc w ogóle się nie odzywałem.
Jestem takim typem człowieka, który nie marnuje czasu i podczas tej podróży wymyśliłem swój biznes - chrachrapcar. Chociaż nad nazwą jeszcze trochę popracuję. Będzie chodziło w tym o to, że klikacie sobie gdzie chcecie jechać, wybieracie kierowce, który jest głuchoniemy i nie musicie z nim rozmawiać na siłę. W drodze powrotnej trafiłem na typa, który nic nie mówił, więc kiedyś zaproponuję mu etat, a póki co dam mu ocenę 5/5 na tym blablacar i dam komentarz, że jest szalenie sympatyczny i go polecam. Nawet jeśli spóźnił się 40 minut.
Nie znam za bardzo Warszawy, byłem tam tylko na kilku wycieczkach i koncertach. A okazało się, że mają tam więcej niż Złote Tarasy i Park Sowińskiego : o Najpierw byliśmy w Muzeum Historii Żydów Polskich. Po wyjściu chciałem podzielić się swoimi mądrymi i odkrywczymi wnioskami na temat tego symbolu nowej Polski, która nie ucieka od trudnej przeszłości, a żydowskość uznaje za nierozerwalną część własnej złożonej przeszłości, ale powiedziałem tylko, że łeb mnie boli.
Mieliśmy iść jeszcze na wykład o UE, bo ja tak naprawdę jestem całkiem inteligentnym i ciekawym świata człowiekiem i tylko udaje debila, bo to taka reakcja obronna, ale poszliśmy się najebać, bo życie jest jedno. Spontanicznie znaleźliśmy opcję koncertu Kuby Knapa, Kłebonafide, LJ Karwela, Pyskatego i naprutego Piha. W klubie było z tysiąc ludzi i to nawet nie jest hiperbola. W środku, folołapując Mesa, zająłem się tym co robi raper na najbie - zostawiłem kobietę, na której mi zależy z jej ex i poszedłem gadać z obcymi typami. Potem gadałem jej straszne bzdury i kupiłem trzy kawałki pizzy z oliwkami, gdzie ani ona ani ja nie lubimy oliwek. To chyba kwestia tego, że jestem zodiakalnym lwem.
W niedziele pojechaliśmy zobaczyć trzy wystawy, głównie z sztuką nowoczesną. Kilka rzeczy naprawdę zrobiło tam na mnie wrażenie, ale najbardziej zapadło mi w pamięci to, że na ziemi leżał kawałek cegły oraz pendrajw i to był fragment ekspozycji. Potem jeszcze zobaczyłem Pałac Kultury, piękny park z kamieniem z napisem "Ymn Polski", uroczą kawiarnie i Nieuka (Streetworkerz) bez torby na głowie.
Dobra, odpalę sobie jakieś filmiki na youtube o historii (L), bo za bardzo mi się tam podobało.

zagranico

Nie da się ukryć, mimo że wielu osobom na tym zależy, że spoko jest pisanie, że w Berlinie, Barcelonie, Paryżu, Londynie i innym Mediolanie jest super, a w Polsce do dupy. W jakiejś gazecie na serio ukazał się artykuł o tym, że typ w drogim płaszczu dał szesnaście groszy napiwku szatniarce. Jakby tego było mało, stać ją na kino tylko raz w tygodniu. Dlatego ta szatniarka powiedziała: "nie, tutaj nie da się żyć" i zdecydowała się wyjechać do Norwegii. Myślę, że bogaty mężczyzna z płaszczem, nie będzie mógł się po tym pozbierać.
Wiadomo, że miliony wyprowadziły się z Polski, z powodu Kaczyńskiego, homofobów i lepszego śniadania w Berlinie. Nie chcę się szczególnie śmiać z tej Poli Drobnik, więc pośmieję się z niej nieszczególnie. Poświęcanie czasu na felieton o tym, że je się ananasa i kiwi w Niemczech, jest minimum dziwne. Rozsądniej jest napisać na fejsbuku, że facet krzyczał na motorniczego w tramwaju.
Stu moich znajomych ma polubiony fanpejdż "Polaki, biedaki, cebulaki". Brzydzę się wspomnianym fanpejdżem i w ogóle tym sformułowaniem, fuj, fuj. Nigdy nawet nie pomyślałem, żeby to polubić, a do zbioru moich lubianych stron należy m.in. "Krakowski szewc-kaletnik Ewa Zubrewicz". In jor fejs.
W ogóle nie rozumiem aż takiego jaranka jakimś powiedzmy Mediolanem. Co tam jest takiego ciekawego? Pytam, bo nie wiem. Gdybym mógł sobie wybrać dowolne miejsce na świecie, które chciałbym zwiedzić, to najpierw byłaby to Afryka, a potem dżungla w Ameryce Południowej. Mógłbym krzyknąć jak ta dziewczyna z Top Model: "jesteeeeśmy w Addis Abeeeebaaaaaa!".
Trudno, jak mus to mus. Opiszę Wam jak fajnie jest zagranicą, bo pewnie jeszcze tam nie byliście. Wyobraźcie sobie, że wrzuciłem tutaj zdjęcie wieży Ajfla.
1. Dania
Za hajs z komunii pojechałem z ojcem do Legolandu i ZOO Safari. Miałem wtedy osiem lat, więc istnieje kilka wyjazdów, które pamiętam lepiej. W Legolandzie były takie samochody z klocków, którymi można było jeździć (!) po klockowym mieście. Duńczycy dali mi zepsute auto i za każdym razem, kiedy stawałem, nie mogłem go odpalić. A to kiepska sprawa, bo kręci mnie szybka jazda samochodem. Wtedy nie wiedziałem albo nie pamiętałem jak jest "zepsuty" po angielsku, zresztą byłem jeszcze bardziej nieśmiały niż teraz, a nie chlaliśmy tam za dużo z ojcem. Dlatego tak sobie siedziałem w tym wozie i nie wiedziałem co mam zrobić. W końcu jakiś dzieciak wjechał mi w dupę i ruszyłem. Pamiętam, że kiedy stanąłem kolejny raz, pokazałem na migi jakiemuś dzieciakowi, żeby we mnie wjechał. Za te wszystkie patenty, dostałem zabawkowe prawko.
W duńskim ZOO dotykałem nosorożca. Mój tata się bardzo jarał i mówił coś w stylu: "patrz Kuba, masz 8 lat i już dotykałeś nosora, ja mam 38 i jeszcze nie miałem okazji". W dotyku był trochę jak chodnik.
Potem jeszcze razem z kolegą i naszymi rodzicami popłynęliśmy statkiem na wyspę Bornholm. Wydaję mi się, że byliśmy tam w jakimś akwaparku i w pomieszczeniu, gdzie chodziły bażanty i latały motyle. Jestem pewny, że podczas rejsu się zrzygałem.
Trochę mnie denerwuje, że w Polsce jeszcze nikt nie dał mi zabawkowego prawka. Żenujący jest ten nasz kraj, nic tylko stąd wypierdalać.
2. Berlin
Z Niemiec pamiętam tyle, że tata mi kupił loda w kształcie Papy Smerfa. Czy muszę dodawać, że w Srolsce takich wtedy nie było? Jesteśmy sto lat za murzynami. Kraj nietolerancji i lodów o kształcie prostokąta.
3. Chorwacja
Kiedy byłem w Chorwacji, to wykupiłem sobie wycieczkę o nazwie "szlakiem delfinów". Nie widzieliśmy ani jednego delfina, ale były za to mewy. Gdyby Polacy byli chociaż w połowie tak inteligentni jak Chorwaci, to już dawno ogarnialiby interesy z wycieczkami "szlakiem morświnów". No, ale jednak jako naród jesteśmy głupi.
4. Włochy
We Włoszech byłem w ich największym wesołym miasteczku. Tam było m.in. takie kino 5d. Kiedy na ekranie przebiegały szczury, coś gilgało po nogach. A jak w filmie przelatywały mewy, to wylali na nas wodę z sufitu, że niby nas osrały. Niestety, Polacy nie wiedzą jeszcze co to w ogóle znaczy kino i raz w tygodniu chodzą na filmy, gdzie nie osra ich nawet gołąb. Skansen Europy.
5. Słowacja
Kiedyś pojechaliśmy z rodzicami do Słowacji się wykąpać na basenie. To były gorące źródła, ale takie, gdzie serio woda była bardzo ciepła i jakby to było niewystarczającą atrakcją, była żółta. U nas możesz się wykąpać w żółtej wodzie jedynie jeśli masz stare, stalowe rury wodociągowe.
6. Litwa
Kiedyś pojechaliśmy z uczelnią na wycieczkę do Litwy. Poznaliśmy tam studentów, z którymi kazali nam rozmawiać. Chyba, że to było w Ukrainie, ale to byli na pewno Litwini. Kiedy nie ma o czym gadać, to rozmawia się o pogodzie, a potem o sporcie. Dlatego dopadłem jednego z nich i zapytałem, jakiemu klubowi piłkarskiemu kibicuje. Odpowiedział: "eeee, nie interesuję się piłką nożną". Więc
spytałem jaki sport lubi. "U nas jest koszykówka" - odpowiedział. "O, to fajnie. Z Liwty był Arvydas Sabonis, nie?" - kontynuowałem rozmowę. "Eee, ja się tym nie interesuję" - usłyszałem i na tym zakończyliśmy poznawanie naszych kultur.
Co chwile słyszy się, że Polacy robią porutę na całą Europę. Kibice z Warszawy biją się z policją, udają małpy. A taki Litwin ma w dupie udawanie szympansa, nawet jeśli go kusi, bo się tym nie interesuje. Klasa!
7. Anglia
W Polsce tyrasz po dwanaście godzin dziennie na śmieciówce i masz za to 1500 złotych. Kiedy chodziłem po Londynie z ulotkami, jakiś czarny chłopak zapytał mnie ile mam na tydzień. Nawet trochę go okłamałem, bo mi było wstyd, a on na to: "hahha, przecież ty nie jesteś czarny".
W Anglii możesz urodzić jedenaścioro dzieci i masz 430 funtów tygodniowo z mieszkaniem socjalnym. Naprawdę chciałbym mieć jedenaścioro dzieci - Łukasza, Tomka, Adama, Ewę, Zuzkę, Aśkę, Kubę Juniora, Mateusza, Mikołaja, Olę i Macieja. No, ale z pensji listonosza ich nie utrzymam. Kiedy marzenia umierają, rodzi się frustracja. Kurwa, chuj.
8. Turcja
Kiedy byłem w Turcji, było tak gorąco, że deszcz parował, zanim dotykał chodnika. Tutaj tak piździ, że jak chodzę jako listonosz, to nie wiem, jak mam trzymać listy. Muszę chodzić w kalesonach, a to jest bardzo mało męskie i czuję się jak lamus. Warunki atmosferyczne serio mogą wywoływać przygnębienie :-(((( Nic dziwnego, że moja koleżanka Ania Nawiena od kilku lat siedzi w Turcji i wszystko ją tak cieszy. Kiedy napisałem na swoim fanpejdżu, że Kmieciu śpiewał refren utworu kawałka "Ludzie gówna", Anka skomentowała to: "hahahhahahahahaha". Wiadomo, ma cieplej.
9. Czechy
Jeśli chodzi o literaturę, to Bohumil Hrabal>ten wpis :((((

o języku określonych grup społecznych

Dzisiaj będzie o języku określonych grup społecznych. Ten temat bezczelnie zajebałem od Grzegorza z fanpejdża Props Or Hejt, ale trudno. Od innych aktywnych blogerów można ukraść jedynie info o tym, że byli w Paryżu i zdjęcia wieży Ajfla. Albo jakieś instrukcje obsługi kobiet i mężczyzn, z których jasno wynika, że należy być upośledzonym umysłowo. Także jak kochać to księżniczki, jak kraść to pomysły Grzegorzowi.
1. HIPHOPOWCY
Samo słowo "hiphopowiec" jest zabawne, ale nie da się ukryć, że forum hip-hop.pl miało większy wpływ na język polski niż jakiekolwiek zmiany polityczne, gospodarcze, społeczne i kulturowe. Kto dał ci "nawed", kto zjarał pierwszą piątkę?
Nie będę tutaj analizował zapożyczania słów z amerykańskich numerów, neologizmów, skrótowców i coś tam, bo to może interesować jedynie komisje maturalne, dziennikarzy Wyborczej i ludzi, którym nudzi się bardziej niż mi w tym momencie.
Zrobiłem mały RISERCZ, czyli wpisałem w google "język forum hip-hop.pl" . Wyskoczył mi temat, w którym jakiś typ prosi o pomoc w pracy maturalnej, żeby ludzie polecili mu jakieś fachowe książki na temat języka hiphopu itp. Otrzymał kilka interesujących odpowiedzi:
1. "Stary, jeśli twoja morda, to to co masz w awatarze, to współczuje twojej starej, że musi na to patrzeć".
2. "Ja cię nauczę trochę slangu hiphopowego - wypierdalaj".
3. "Krupnik to zupa, stolec to kupa".
Także myślę, że temat został wyczerpany.
2. KOBIETY Z BIUR, SEKRETARKI, KIEROWNICZKI ITP.
Obsługuję wiele firm jako listonosz. Wszystkie kobiety, które przyjmują ode mnie listy, mają jedną wspólną cechę. Każda z nich mówi: "dziś jest piąty lipiec". Na początku odpowiadałem: "piątego lipca", ale tego nie da się zmienić. Taki jest po prostu język biurowy.
W biurach słyszałem jeszcze takie LAPSUSY jak: "wziąść", "w każdym bądź razie", "włanczać", "bynajmniej ja tak myślę" itp. Ale jbc mam to w dupie, jestem normalny, nie poprawiam ich i nie czuję się wyjątkowo lepszy przez to, że nie mówię tak brzydko.
3. STUDENCI FANATYCY
RO-ZPIE-RDA-LA mnie wiara, która pisze w internecie na przykład: "ehhhh, przywykłam już do tego, że odmieniacie słowo studio, ale moglibyście nie odmieniać nazwisk". Albo: "nie zaczyna się zdania od albo". Nie wiem skąd oni biorą te informacje.
Mimo że w Polsce internet jest już kilka lat, to oni za każdym razem poprawiają błędy ortograficzne i piszą coś w stylu: "lepiej zainwestuj w słownik, hehe".
Ciekawe jest też to, że za każdym razem, kiedy piszą dłuższą wypowiedź, to wciskają do niej jakieś "trudne" słowa na siłę. Prędzej ogarnę dlaczego Gonix w utworze o nazwie "Trudne słowa" użyła sformułowania "wściek pizdy".
4. PANNY CO NAOGLĄDAŁY SIĘ ZA DUŻO MTV
Niektórzy ludzie, co chwile wtykają do swoich wypowiedzi angielskie słówka. Nie umieją powiedzieć, że David Beckham jest gorący, bo on jest hooooot. Jak dla mnie bardziej hot jest mówienie "przyszłem", niż gadanie, że Patryk jest hendsom.
Raz nawet zaprotestowałem przeciwko temu bezmyślnemu kopiowaniu ze Stanów. Jacyś Polacy stali pod Projektem Lab i gadali po angielsku, więc mijając ich powiedziałem: "beka z was wy durnie". Ale chyba moja rewolucja nie przyniosła za wielu efektów.

w życiu najważniejsze są pieniądze

Jakiś czas temu poznałem takiego typa, z którego nie powinienem się śmiać, bo ma chyba schizofrenię albo coś w tym stylu. Na przykład mówi: "dzisiaj się schleję wódką, pocziluję sobie". Przysięgam, że mija dziesięć sekund i stwierdza: "nie, nie piję, jeszcze mam czas na imprezy, jeszcze się odbiję". Nikt w ogóle tego nie komentuje, a on znowu informuje: "zaraz pójdę po wódkę". W końcu ktoś nie wytrzymuje i mówi: "to idź". A on na to: "nieee, bo jest zimno". I nie mówię tu o sobie jbc.
Jednak regulamin mojego profilu na fejsbuku pozwala śmiać się ze schizofreników, więc przytoczę Wam jego ostatnie wypowiedzi. Ogólnie to jest typ, który pracuje w jakimś banku. Wcześniej ogarniał magazyn, coś w stylu przedstawiciela handlowego, a przez ostatnie pół roku szukał pracy. Jednak uważa, że został stworzony do wyższych celów i powinien zarabiać kwadrylion, chce się rozwijać, piąć się po kolejnych etapach kariery i tego typu bzdury. Powiedział sam o sobie, że jest jak Tomasz Chada, bo lubi pieniądze, piękne kobiety i samochody. Nie wiem czy syn Bogdana chciał być kierownikiem w Millenium, ale ja tu jestem tylko narratorem jak co.
Ostatnio gadał tak: "ciekawe jak to by było, gdybym urodził się w Stanach. Miałbym nawet przeciętnie bogatych rodziców, chodziłbym na mecze NBA... Kurwa, być sobie takim ratownikiem w Stanach albo pracować w jakiejś knajpie... Tam na plażach są dupy z silikonem". Praca jako ratownik jako obywatel Stanów Zjednoczonych, nie neguję tego. Renard Jules napisał, że marzenia o wielkich rzeczach, pozwalają przynajmniej zrobić kilka małych.
Właściwie widziałem tego typa na żywo z cztery razy, ale za każdym razem gada o pieniądzach. Na ostatnim przypadkowym spotkaniu powiedział: "jakiś czas temu dowiedziałem się czegoś ciekawego... Dziewczyny czasem lubią wyjść do restauracji, opery albo teatru". Ja pierdole, mógłby dorabiać jak Hitch, najlepszy doradca przeciętnego faceta. Gratisowo poradził, że jak się wychodzi z kobietą do knajpy, to trzeba mieć więcej niż 10 złotych, bo jak pojedziesz z dziewczyną gdzieś taksówką, to ona sobie pomyśli: "łoooo". Podsumowując, zapiszcie sobie - żeby zdobyć serce kobiety, musicie mieć mniej więcej sześćdziesiąt złotych.
Mam jeszcze drugiego takiego znajomego, który kradł, żeby potem wypożyczać samochody i robić sobie z nimi zdjęcia. Tak naprawdę nie wiem wszystkiego o kobietach, "nie jestem jakiś biegle znający naturę kobiet pe

jak nie pić

Pamiętacie jak 20 lat temu w szkołach kazali Wam wypełniać ankiety, czy ćpacie, pijecie wódkę i gwałcicie ciężarne kobiety? Oczywiście ogarnęliście pierwsze prowo w życiu i potem w gazetach można było przeczytać, że gwałty na ciężarnych kobietach to codzienność w gimnazjach.
Mówili też, że nie wolno brać słodyczy od obcych i że dilerzy rozdają naklejki na ślinę. Serio styrali mi tym mózg bardziej niż narkotyki z naklejek. Sąsiadka babci dała mi czekoladę i bałem się tego jeść. Nigdy nie wiesz, gdzie czają się sztruks i diler.
Na rekolekcjach, godzinach wychowawczych itp. odbywały się spotkania ze sławnymi alkoholikami i ćpunami. Ci ludzie opowiadali o swoich hardkorach, a starsi uczniowie uśmiechali się z politowaniem, bo oni palili już pięć razy trawkę narkotyczną. W każdym razie, takiemu człowiekowi można bardziej zaufać niż pani pedagog, która przekonywała nas, kiedy mieliśmy 18 lat, że nawet piwem można się upić.
Powiem Wam jak nie pić od soboty do środy, nawet jeśli macie urlop. Nie jestem pedagogiem.
1. Ustawcie się na nagrywanie hiphopowej epki z Kmieciem. W niedziele pojechaliśmy do February Studio, żeby nagrać utwór zatytułowany "Ludzie gówna". Jeśli zastanowicie się nad naszymi wersami przez 5 godzin, to możecie doszukać się w nich krytyki konsumpcjonizmu, parcia na lans, braku osobowości wśród młodych ludzi, sprzedawaniu golizny w internecie itp. Jeśli nie będziecie się zastanawiać, to przynajmniej nagraliśmy zajebisty refren: "luuuudzie góóóównaaaa" <tańczy>
Myślę, że na serio możemy namieszać z tą epką. Ponad 90 procent piosenek w radiu jest o seksie, a Kmieciu w swojej zwrotce użył takiego słowa jak: "cipka". Jak nie teraz to nigdy!
Poza tym, Bartek jest spoko kolegą, który pije tylko jak musi, bo nie da się ukryć, że czasem alkohol ma właściwości lecznicze. Powiedział, że naprowadzi mnie na słuszną drogę i w piątek pójdę z nim na trening MMA.
2. Znajdźcie sobie jakieś zajęcie. Wiadomo, że człowiek pije głównie dlatego, że mu się nudzi. No chyba, że pijecie dlatego, że macie kompleksy z powodu brzydkich kolan. Ja w każdym razie tak nie mam. Pamiętasz jak bez powodu chlałem jak psychopata, pamiętam to jak dziś, bo to wszystko wraca. Jedno z zajęć, jakie można znaleźć w tym kraju, to oglądanie po pięć filmów dziennie.
Założyłem sobie profil na filmwebie, zapraszam do znajomych i do śmiania się ze mnie, że dopiero teraz. To jest super sprawa. Ale jaka jest wiara na tym portalu, to głowa mała.
Dajmy na to film "Spring breakers", oglądałem wczoraj. Nie wiedziałem co mam sądzić o tym filmie, więc sprawdziłem sobie opinie. Dwóch moich znajomych, których gust bardzo szanuje, dało temu filmowi jedynkę. Uważam, że coś im się pomyliło. Wyśmienita gra Franco (+2), dobre ujęcia (+1), celna satyra na młodych ludzi i gołe cycki, prawie jak "Ludzie gówna" (+1), gołe cycki (+2). Mi wyszło 6/10.
W każdym razie ktoś tam pisze na forum mniej więcej w ten sposób: "kurwa głąby ten film to arcydzieło. Jesteście za tępi, żeby go zrozumieć!!!!" Pod nim odpisuje mu następny znawca kinematografii: "jełopie, ten film jest gorszy niż Irek Kosmiczna Nominacja, skończone dno!!!! 10/10? Daj jakiś argument baranie!". Odpowiedź brzmi: "nie rozumiesz go imbecylu! Nie będę wdawał się w dyskusje z takim marginesem, tu nie potrzeba argumentów!".
Naprawdę nie wiem, dlaczego założyłem to sobie dopiero teraz. W czasach, kiedy jeszcze piłem wódkę, dałbym "Gulczasowi a jak myślisz" 10/10 i cisnąłbym hejterom, że nie rozumieją.
Dzisiaj byłem w kinie na "Interstellar". Wszyscy się jarają, ale ja spałem przez pierwszą godzinę. Później widziałem w tym jedynie rozkminy dobre dla studentów zaocznych filozofii i serio Sandra Bullock pływająca w efektach specjalnych potrafiła mnie zachwycić, a to nie.
Podsumowując, beka z raperów, że narzekają na hejterów. Gorzej mają ci, którym podoba się jakiś film.
Chociaż powiem Wam, że lepiej oglądać samemu w domu niż w kinie. Jeśli kino jest w galerii handlowej, to trzeba minąć minimum kilkudziesięciu ludzi, przy których przynajmniej ja, czuję się nieswojo. Zdradzę, że ten Jaśkowiak ma mój głos w wyborach prezydenckich, ponieważ połowicznie odpowiada mi jego program - granie satanistycznych przedstawień teatralnych i nie budowanie galerii handlowych.
3. Kupcie sobie strzelbę za 5 dych i ustawcie się z Arsonem na strzelanie do siebie na cmentarzu. Wczoraj spotkaliśmy się wieczorem za torami na Dębcu i było bardzo fajnie. Kompletnie nic nie było widać i gdyby ktoś patrzył na to z boku, mógłby to nagrać i wysłać do "Śmiechu warte". Na początku się skradałem jak debil, pomyliłem Arka z nagrobkiem i strzeliłem do grobu na pełnej adrenalinie. Arkadiusz mnie pozabijał na tej wojnie, przegrałem bitwę, ale wojna nadal trwa. Raz mieliśmy wymianę ciosów, skończyła mi się amunicja i przeładowywałem magazynek za drzewem, na to wybiegł Arek, potknął się i przewrócił. I tak nie miałem z czego do niego strzelić, więc zacząłem drzeć mordę: "aaaaaaa, poddaję się, nie mam nic na koncie (?)". Gdy staniecie kiedyś oko w oko ze śmiercią, to zobaczycie, że Wasze ostatnie słowa mogą być dziwne.
4. Ogarnijcie sobie esperal.
Dobra, idę na srondo, bo kumpel ma urodziny. Trzymajcie kciuki, żebym nie pił, a jeśli ta notka Wam się nie podobała, to znaczy, że nie rozumiecie.

jest się tym co się je jbc

Jest udowodnione naukowo, że kobiety cenią mężczyzn, którzy potrafią gotować i którzy na obiad robią super wymyślne rzeczy. Zdradzę Wam tajemnicę, że nie jestem kobietą, ale doceniam kolegę, który zrobił mi kozackiego hamburgera i tortille i to serio było lepsze niż te małe bułki z budek. Ponoć łatwiej doprowadzić człowieka do orgazmu w kuchni niż w łóżku. Ja tam nie doszedłem jedząc tego kotleta w bułce, ale wyjątek potwierdza regułę.
Sam nie umiem/nie lubię gotować i właśnie dlatego nie założyłem jeszcze rodziny. Niby mam jednego kolegę, który niedawno zorientował się, że do jajecznicy można dodać szynkę, a ma dziewczynę. Chociaż nie wiem do końca czy w jego przypadku akurat najpierw poznał tę kobietę, czy ten przepis. Odp.
Kiedyś spotykałem się z dziewczyną, siedziałem u niej w domu, a ona była w pracy. Zadzwoniła do mnie, że jest głodna, a też byłem głodny, więc poszedłem do Żabki i kupiłem sobie "Kubek do syta". Zanim wróciła już go zjadłem i teraz nie jesteśmy już razem jbc.
Myślę, że dałbym radę nauczyć się gotować. Mógłbym nawet iść do jakiegoś programu, gdzie każą ludziom smażyć w dwie minuty i potem ich opierdalają, że nie do końca usmażyli. Na ogół jak ktoś na mnie krzyczy za nic, to mnie to bawi, więc psychicznie bym tam na pewno dał sobie radę. Ale stanie przy garnku albo patelni i obracanie kotletów jest dla mnie średnio ekscetujące. Poza tym, kiedy patrzysz na kotleta, ale nie możesz go zjeść, bo jest zimny, to tak jak byś podziwiał kształt butelki wódki.
Jak jest niedziela i nie mam co robić, to idę sobie do rodziców, żeby zjeść coś bardziej wyszukanego niż na co dzień. Tylko jak mam podgrzewać drugie danie na patelni, to dostaję białej gorączki. Mam na to dwa patenty - albo jem zimne pyry, mięso i surówkę albo ładuję wszystko do garnka, zalewam wrzątkiem, idę spróbować oddać mocz na siłę i zaraz jest gotowe. Potrzeba jest matką wynalazku.
W Anglii byłem z Arbakiem, a nie z dziewczyną, ale i tak nie mogliśmy się dogadać w kwestiach kulinarnych. Raz się na niego szczerze obraziłem, bo wydał hajs na McDonalda, zamiast go rozsądniej zainwestować. Innym razem on na mnie krzywo patrzył, bo najpierw jadłem same nagetsy, a potem chleb z sosem. De gustibus non est disputandum.
W ogóle, w Londynie smakowało mi mnóstwo rzeczy, których nie można dostać tutaj i które wystarczyło włożyć do piekarnika na chwilę. Dzisiaj o 17 zjadłem mandarynkę, o 19 dwa gotowe kotlety z sosem za trzy osiemdziesiąt i pół paczki chrupek orzechowych. Tym samym uzupełniłem braki w witaminach C i A, poprawiłem kondycję skóry, wzmocniłem układ odpornościowy i opóźniłem proces starzenia. Jutro powtórzę tę kurację - mandarynka, kanapki z salami i pizza z szynką i pieczarkami już na mnie czekają.
Powiem Wam co jest nie dobre, żebyście potem tego nie spróbowali i nie żałowali. Przede wszystkim okrutne są pomidory, soki pomidorowe i surowa marchewka. Zawsze jestem zdenerwowany, kiedy biorę kebaba, a tam w środku milion pomidorów, trzeba je wyciągać i wywalać na chodnik. A nie lubię śmiecić, bo jestem patriotą. Mam traumę związaną z surową marchwią, bo w przedszkolu wciskali nam ją na siłę i musiałem czekać do leżakowania, żeby móc ją wypluć za łóżko. A po soku pomidorowym z wódką, kiedyś zwróciłem zawartość żołądka.
Zabawne są jeszcze owoce morza. Z siedem lat temu poszliśmy z Czyngisem do Almy w Starym Browarze. On kupił sobie jedną małżę, bo Czyngis po prostu za każdym razem musi spróbować czegoś nowego. Ślimaki, żaby, rekiny, kangury, małpy, pyzy z Lidla, jedna małża... Trzymał ją sobie w ustach przez kilka minut i wypluł w okolicach starego klubu Jama. Nie podoba mi się jak mężczyźni plują na chodnik, bo wydaje mi się to strasznie wieśniackie. Ale takie plucie małżą jest już prestiżowe i fajne. Dlatego, jeśli macie potrzebę plucia na ziemię, to polecam Wam
homary, krewetki i małże.
Jedną z najbardziej oryginalnych rzeczy, które przyrządziłem, były paluszki rybne. Wypiłem pół litra i cztery piwa, rozgrzałem piekarnik do 250 stopni, wstawiłem tam paluchy i poszedłem spać na osiem godzin. Mówią, że przez żołądek do serca, ale mojemu współlokatorowi to się nie podobało.
Innym razem, wychodząc z klubu Czytelnia, zauważyłem pizzę z rybą leżącą na śmietniku i się do niej dorwałem. Darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda, tym bardziej po pijaku. Była trochę przemoczona deszczem, a zauważcie, że mniej smaczne rzeczy smakują lepiej, kiedy się je popija. Albo paluszki wymoczone w soku są smaczniejsze, niż takie na sucho. Mówiłem, że nic mi w życiu jeszcze tak nie smakowało, ale koleżanki i koledzy nie chcieli uwierzyć mi na słowo i przerażeni mnie od niej odciągali. Koleżanka powtarzała w kółko: "to wcale nie jest śmieszne", a mnie też to nie bawiło, że nie mogłem zjeść w spokoju.
Ten post to trochę taka hiperbola, bo lubię jeść warzywa, głównie ziemniaki i umiem zrobić kilka rzeczy. Jajecznicę, spadżety, takie grube naleśniki, chociaż tego ostatniego nie jestem taki pewien. W każdym razie, jeśli jesteś na przykład Penelope Cruz i założyłabyś ze mną rodzinę, pod warunkiem, że obrałbym dla Ciebie pyry, to odpowiedziałbym Ci: "spierdalaj, sama se obieraj, ja zjem sos z chlebem". No ale tylko dlatego, że lubię się z Tobą droczyć, hihihihihi Emotikon heart Jest się tym czym się je, więc możesz mi mówić Kuba, Jakub, Enracz, Enri, Brener, Tołas albo Pizza Z Rybą Ze Śmietnika. Każda miłość musi mieć swój szczery slang.

głosujcie na mnie proszę



Kilku moich znajomych robi karierę w polityce. Myślałem, że kompletnie się do tego nie nadaję, ale dzisiaj zobaczyłem film, na którym jakiś typ z SLD przemawia w sejmie. Nawet go wrzuciłem na tablicę, ale usunąłem, bo musiałem. Koleżanka Ania Jam Dobry ma mnie dodanego do grupy super ziomków na fejsbuku i wyświetla jej się wszystko co napiszę. Za każdym razem mam wyrzuty sumienia jak wrzucam tu jakieś zwykłe linki z jutubka, bo wtedy robi się solidny burdel w powiadomieniach Ani. Usunąłem ten film, ale powiadomienie i niesmak pozostały...
Do rzeczy - polityk na tym filmie powiedział, że w Lechu Poznań, był kiedyś dobry hiszpański trener, czyli Jose Bakero. Były wyśmienity piłkarz, czyli Mariusz Rumak, zatrudnił się jako asystent i tłumacz hiszpańskiego. To był jego chytry plan, żeby specjalnie źle tłumaczyć celne wskazówki. Potem wyrzucili Hiszpana i Polak mógł w końcu zgarnąć dobrą posadę, korzystać z tego co usłyszał od Jose i odnieść sukces.
Ja pierdolę, to jest tak absurdalne i śmieszne, że serio props dla posła Iwińskiego. Myślę, że nadawałbym się do wymyślania tego typu pierdół, tylko musiałbym ciągle pić, bo na trzeźwo średnio zmyślam. Kiedyś nie poszedłem na seminarium i pani profesor później spytała dlaczego mnie nie było. Wyjaśniłem, że byłem chory, ona spytała na co, a ja odpowiedziałem, że nie wiem...
Zacząłem sobie trenować, bo dzisiaj nie chciało mi się nigdzie wychodzić. Kiedy ludzie proponowali piwko albo wódkę czy heroinę, to odpowiadałem im, że jestem chory. A tak naprawdę nie jestem, przepraszam ziomki, wkręciłem Was. Tak to się robi, pło, pło, pło. A wczoraj po pijaku powiedziałem jednej dziewczynie, że w IQ mam 180 i mógłbym należeć do mensy. Mówcie mi Christian Gerhartsreiter, Victor Lustig albo Kubuś.
Dobra, wymyślę sobie jakiś program i może kiedyś spróbuję swoich sił w wyborach.
Łączę pasję tworzenia rzeczy nowych, z chłodną kalkulacją jbc. Przez jakiś miesiąc byłem skarbnikiem w gimnazjum.
1. Jeśli mnie wybierzecie, to wprowadzę PROGRAM "MIESZKANIA DLA MŁODYCH". Ktoś zapyta jak tego dokonam. Najrozsądniejszym rozwiązaniem wydaje się po prostu umieszczenie wszystkich starych ludzi w domach opieki i wtedy zwolnią się mieszkania, gdzie będzie można ulokować młodzież.
2. KARA ŚMIERCI. Ogólnie jestem przeciwnikiem kary śmierci, ponieważ czytałem taki artykuł o ludziach, którzy zostali skazani na nią przypadkowo i mi się ich zrobiło żal. Poza tym uważam, że ludzie, którzy pod artykułami o na przykład mordercach psów piszą: "odciąć im głowy, obsikać, opluć, pograć nimi w koszykówkę, zgwałcić ich martwe ciała i przejechać je traktorem" są równie zdrowo pojebani jak ci zabójcy. Dlatego ze mną na tronie, krzesło elektryczne byłoby odkurzane tylko w wyjątkowych przypadkach. Kiedy policja znalazłaby u kogoś trochę marihuany. Mój kolega kiedyś się przepalił tym gównem, teraz już jest czysty, ale coś stało mu się w głowę i przez ostatnie pół roku pracował po osiem godzin dziennie za 800 złotych z umową o zlecenie. Gdyby marihuana była NAPRAWDĘ nielegalna, nikt nie godziłby się na taki syf.
3. OŻYWIENIE STAREGO RYNKU. Wielu z nas narzeka dniami i nocami, że na starym rynku nic się nie dzieje, Święty Marcin umarł i w ogóle. W jaki sposób ożywić to miejsce? Najrozsądniejsze wydaje się wynajęcie jakiegoś czarodzieja, żeby sprawił, żeby na przykład ratusz zaczął mówić i się poruszać. Mam na to dobrego kandydata - mojego tatę. On serio jeździł na zjazdy iluzjonistów i nawet kiedyś przyniósł do chaty takie pudełko. Jak do niego wchodził, to tak wyglądało jakby był nad ziemią. Sztos. Jednak nie wiem czy mój ojciec chciałby się bawić z tym rynkiem, więc można by było chociaż wyjebać te metalowe koziołki i przywiązać tam taśmą klejącą albo inną Kropelką prawdziwe kozy.
4. ZAKAZANIE BOKSU. Nie lubię boksu, bicie się po mordach, to dla mnie nie jest sport. Dzisiaj zaśmiecają fejsbuka postami o tym, czy ktoś ma strima do walki Adamka ze Szpilką Emotikon unsure Ja swój program kieruje dla takich ludzi jak Ania Jam Dobry, która wymaga porządku na fb. Poza tym czy znacie jakiegokolwiek bystrego boksera, poza Binkowskim? To nie jest bezpieczne dla zdrowia, żeby dostać po mordzie setki tysięcy razy. Myślałem jeszcze o zdelegalizowaniu rapu Solara, Białasa i Tomba, bo mnie trochę denerwują, chociaż ich nie znam. No ale priorytetem na pierwszą kadencję jest jednak boks.
5. REWOLUCJA W MPK. Zostawiłbym wszystko tak jak jest, tylko zamieniłbym nazwę z PEKA na BEKA, to by było jednak fajniejsze.
6. LEPSZE WYKORZYSTANIE ARENY. Jak byłem na urodzinach SLU w Arenie, to było spoko, ale były niesamowite kolejki do piwa i alkohol się skończył po chwili. Teraz tam będzie ten Hiphop Festiwal i jestem wręcz przekonany, że Grobelny nic z tym nie zmienił. W miejscu szatni zrobiłbym tam kilka barów, nikt jeszcze nie umarł od chodzenia w kurtce.
7. RACJONALNA POLITYKA WSPIERANIA MAŁYCH PRZEDSIĘBIORSTW. Zburzyłbym wszystkie galerie handlowe i markety i wtedy wiara byłaby zmuszona do kupowania w małych sklepach. To salomonowe rozwiązanie.
8. OŻYWIENIE WARTY. Zlikwidowałbym MPK na łikendy, żeby motorniczy mógł w końcu odpocząć. Ktoś mógłby powiedzieć: "ale ja w soboty pracuję, jak ja niby mam dojechać do pracy". Spokojnie, już wyjaśniam. Łódką, kajakiem albo rowerem wodnym. I wilk syty i owca cała. Można by było też zakazać jazdy samochodem, to rozwiązałoby problem korków.
9. MAŁE DOMY KULTURY. Często młodzież stoi w bramach, sika po murach i chleje wódkę. Na każdym osiedlu postawiłbym mały Dom Kultury, gdzie można byłoby się z czystym sumieniem wysikać.
To by było na tyle. Mam do Was tylko jedną prośbę - pamiętajcie, że lepiej już nie głosować, niż zagłosować głupio. Zresztą jak na mnie nie zagłosujecie, to nie będziecie mogli potem narzekać, a to trochę chujowo tak nie móc w ogóle.