W piątek pojechałem do Warszawy i pierwszy raz skorzystałem z tego wynalazku, jakim jest portal blablacar. Jeśli nie wiecie, to chodzi w tym o to, że klikasz sobie gdzie chcesz jechać, znajdujesz kierowcę i płacisz mu połowę tego co za pociąg. Łatwe, wygodne i przyjemne, cnie? Może parę lat temu bym tak pomyślał, ale serio przeżyłem już tyle, że odkryłem, że życie jest skomplikowane. Kierowca reprezentował taki typ człowieka, którego za bardzo nie cenię. Opowiadał, że jego rekordem było puknięcie trzech obcych kobiet w ciągu jednego dnia, ale tylko dwa razy mu się tak udało. I że raz wydał na imprezie 6 tysięcy, ale opłaca się tyle wydawać na imprezę, bo przecież życie jest jedno. Jeden z pasażerów powiedział, że zamówił sobie trzynaście prywatnych tańców w Cocomo, a drugi opowiedział dowcip, że pizza różni się od prostytutki, bo nie musi być z grzybem. Ja kiedyś na imprezie wypiłem samemu dziesięć piw i pół litra wódki, ale to nadal jest 60 złotych Emotikon frown Poza tym miałbym wyrzuty sumienia po wydaniu 6 tysięcy na melanżu, skoro 1,4 miliarda ludzi żyje za mniej niż dolara dziennie. Ciekawe czy jakiś kierowca z Etiopii wkurwia pasażerów w ich kraju i opowiada na przykład: "wydałem na melo 3 dolary, życie jest jedno". Ułatwia mi to też fakt, że nie mam 6 tysięcy. A do dowcipów nie mam pamięci, szczególnie tak dobrych, więc w ogóle się nie odzywałem.
Jestem takim typem człowieka, który nie marnuje czasu i podczas tej podróży wymyśliłem swój biznes - chrachrapcar. Chociaż nad nazwą jeszcze trochę popracuję. Będzie chodziło w tym o to, że klikacie sobie gdzie chcecie jechać, wybieracie kierowce, który jest głuchoniemy i nie musicie z nim rozmawiać na siłę. W drodze powrotnej trafiłem na typa, który nic nie mówił, więc kiedyś zaproponuję mu etat, a póki co dam mu ocenę 5/5 na tym blablacar i dam komentarz, że jest szalenie sympatyczny i go polecam. Nawet jeśli spóźnił się 40 minut.
Nie znam za bardzo Warszawy, byłem tam tylko na kilku wycieczkach i koncertach. A okazało się, że mają tam więcej niż Złote Tarasy i Park Sowińskiego : o Najpierw byliśmy w Muzeum Historii Żydów Polskich. Po wyjściu chciałem podzielić się swoimi mądrymi i odkrywczymi wnioskami na temat tego symbolu nowej Polski, która nie ucieka od trudnej przeszłości, a żydowskość uznaje za nierozerwalną część własnej złożonej przeszłości, ale powiedziałem tylko, że łeb mnie boli.
Mieliśmy iść jeszcze na wykład o UE, bo ja tak naprawdę jestem całkiem inteligentnym i ciekawym świata człowiekiem i tylko udaje debila, bo to taka reakcja obronna, ale poszliśmy się najebać, bo życie jest jedno. Spontanicznie znaleźliśmy opcję koncertu Kuby Knapa, Kłebonafide, LJ Karwela, Pyskatego i naprutego Piha. W klubie było z tysiąc ludzi i to nawet nie jest hiperbola. W środku, folołapując Mesa, zająłem się tym co robi raper na najbie - zostawiłem kobietę, na której mi zależy z jej ex i poszedłem gadać z obcymi typami. Potem gadałem jej straszne bzdury i kupiłem trzy kawałki pizzy z oliwkami, gdzie ani ona ani ja nie lubimy oliwek. To chyba kwestia tego, że jestem zodiakalnym lwem.
W niedziele pojechaliśmy zobaczyć trzy wystawy, głównie z sztuką nowoczesną. Kilka rzeczy naprawdę zrobiło tam na mnie wrażenie, ale najbardziej zapadło mi w pamięci to, że na ziemi leżał kawałek cegły oraz pendrajw i to był fragment ekspozycji. Potem jeszcze zobaczyłem Pałac Kultury, piękny park z kamieniem z napisem "Ymn Polski", uroczą kawiarnie i Nieuka (Streetworkerz) bez torby na głowie.
Dobra, odpalę sobie jakieś filmiki na youtube o historii (L), bo za bardzo mi się tam podobało.